-Hej,może nie powinniśmy jej budzić-powiedział mi nieznany dotąd głos.
-No wiem, ale co będzie, jak to jakaś fanka-odpowiedział grubszym głosem mężczyzna.
-Chyba masz rację,ale...
Zorientowałam się,że chodzi im o mnie,więc otworzyłam oczy i ujrzałam
dwóch mężczyzn około trzydziestki.Patrzyli na mnie zdziwieni i trochę...Przestraszeni?
-Hej,jak leci?-powiedziałam po czym pobiegłam do najbliższej ubikacji.
Popatrzyłam w lustro.
-Oj Bella,trzeba doprowadzić się do porządku-powiedziałam i chciałam się pomalować, więc
sięgnełam do kieszeni i wyciągnełam malinowy błyszczyk i rozpoczełam czynność.
-Nie jest tak źle,włosy wyglądają w miarę dobrze-mówiąc sama do siebie wyszłam z toalety.
Uwarzałam, żeby nie natknąć się na nowo poznanych kolegów.Usiadłam na swoim fotelu,lecz zauwarzyłam, że obok mnie siedzi niejaki pan Cody.
-Ekhem, to moje miejsce-powiedziałam do niego,on popatrzył po czym uśmiechnął się i powiedział.
-Może i tak, ale cała klasa pierwsza jest zarezerwowana dla mnie-odpowiedział z kpiną w głosie.
-No tak-pomyślałam, jego ego jest równe 1000 procent.
Sięgnełam do torebkipo husteczkę,ale on chwycił mnie za rękę i powiedział:
-Przepraszam,nie powinienem się wymądrzać.Może się poznamy?
-No ok,panie Simpson,ja jestem Anabella Black.
-Ty wiesz,jak się nazywam.Nie jesteś moją fanką?
-Nie jestem,myślisz,że jakbym była,to bym tak tu spokojnie z Tobą siedziała?A tak na serio,to lubię twoje
piosenki,ale fanką nie jestem.
-W porządku,już myślałem,że rzucisz się na mnie i będziesz krzyczeć: Kocham Cię! Ożenisz się ze mną?!
Oboje się roześmialiśmy.Gadaliśmy o różnych rzeczach,dowiedziałam się że Cody lubi ,bieganie,pływanie,
skatebork i wiele innych rzeczy.On teraz wie o mnie wiele rzeczy i wydaje mi się że mnie lubi,ja jego z
resztą też.Godziny mijały jak minuty,sekundy jeszcze szybciej i trzeba było wysiadać.
Wymieniliśmy się numerami i każde poszło w swoją stronę.I myśleć,że ja przez chwiklę myślałam,
że on jest zarozumiały.Kto wie,może zostaniemy przyjaciółmi?Obok lotniska czekała na mnie taxówka.
-Do Startford proszę-podałam adres mężczyźnie w kremowym kapeluszu.
-Już się robi-powiedział i wskazał mi ręką miejsce z przodu.
Po drodze mijaliśmy centra handlowe, butiki, sklepy spożywcze i różne tego typu rzeczy.
Mijaliśmy tablice z napisem Startford.
-Już niedługo-pomyślałam i zaczełam podziwiać piękne wille, które mijaliśmy.Ja,mieszkając w małym
miasteczku przenigdy na oczy nie widziałam takich cacek. Po chwili zatrzymaliśmy się przed dużą,
wypasioną willą.
-I co,ja mam tu mieszkać?-pomyślałam.
-Należy się piętnaście funtów-powiedział kierowca tym samym przerywając moje rozmyślania.
Podałam mu dwadzieścia dwadzieścia funtów(a niech sobie ma napiwek) i podeszłam do drzwi.
Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam.Po chwili drzwi się otworzyły i pojawił się przedemną...
Hejka co tam? Jest nowy rozdział, zapraszam do czytania.Spróbuję się dostosować i uważać na przecinki itd.Teraz postaram się też pisać takie dłuższe rozdziały.Pozdrawiam:P